„Marudny dekarz” to nie takie zło!

Rozmowa z Rafałem Szczepańskim, trzykrotnie nagrodzonym tytułem SUPERDEKARZ ROKU, właścicielem firmy „Ciesielstwo-Dekarstwo Szczepański” z Poddębic /woj. Łódzkie.

Inwestorzy biorący udział w naszym badaniu “Pod pewnym dachem” często wskazywali, że nie lubią “marudzenia” dekarzy (że dach jest trudny, że dachówka nie taka itd.). Z drugiej strony, nie lubią zbyt optymistycznych założeń co do kosztorysu i terminu zakończenia budowy dachu.  Jak Pana zdaniem znaleźć kompromis?

 

„Marudzenie” dekarza to bardzo ciekawe określenie. Idąc tym tropem trzeba by uznać, że klient oczekujący równego dachu, szczególnie z dachówki ceramicznej płaskiej, jest również marudny. Każdy człowiek niezależnie, jaki zawód uprawia, dąży do używania w pracy takich materiałów czy urządzeń, które maksymalnie usprawnią wykonywanie jego obowiązków. Dlaczego zatem dekarz ma nie zwracać uwagi na jakość stosowanych przez siebie materiałów? Dlaczego klient kupujący materiał „na własną rękę”, bez konsultacji z wykonawcą i otrzymujący z hurtowni „Cena Cena Cena” materiały najtańsze i najniższej jakości, ma otrzymać tyle samo gwarancji na wykonawstwo, co inwestor wybierający materiały z najwyższej półki? Kto będzie przyjeżdżał do odklejającej się taśmy kalenicowej, spękanego silikonu czy okien, na których ramie pojawi się grzyb? Zapewne nie handlowiec, który to sprzedał. Dopóki producenci będą wprowadzać na rynek substytuty dobrej jakości produktów, dopóty będą „marudni dekarze” tacy jak ja.

A jak to wygląda u Pana?

W moim przypadku klient czeka na mnie z zakupem materiału lub gdy ma już zakupiony materiał, wymieniamy te elementy, które według mnie są marnej jakości. W skrajnych przypadkach nie podejmuję się wykonawstwa i nie mam już tego problemu. Moim kolegom czasami jedyne, co pozostaje, to przekonać handlowców, z którymi współpracują, do sprzedaży dobrej jakości produktów dla dobra inwestora, jak i własnego, bo ataku z dwóch stron klient nie odbierze jako „marudzenie”. Inną kwestią jest zaniżanie ilości sprzedawanego materiału przez takie tanie hurtownie, bo policzą dachówkę z najmniejszego zapotrzebowania, nie mówiąc o doliczeniu materiału na docinki. I taki Inwestor ma pretensje do „Pana Boga”, że kupił tam, gdzie na końcu była najniższa kwota, nie prosząc wykonawcy o weryfikację ilości i nie zadając sobie pytania, dlaczego w innym składzie otrzymał wyliczenie na paletę dachówki więcej.

Jakie technologie wprowadzone przez producentów dachówek wpłynęły znacząco na Pana pracę? Które z rozwiązań/produktów marki Braas?

Dla mnie w kontakcie z dachówką najważniejsze jest, aby była prosta, ze szczelnymi zamkami i powierzchnią. Produkowane w ostatnich latach dachówki znacząco poprawiły swoją jakość, choć jeszcze są na rynku modele dachówek, których wolałbym nie dotykać. Kiedy tylko klient o którymś z nich wspomina, od razu dorzucam paręnaście złotych do metra dachu za wykonawstwo, bo wiem, ile dni stracę na szlifowaniu każdej dachówki, by później dach wyszedł równy i by nie musieć tłumaczyć się klientowi: „bo dachówka była krzywa”. Szczelne zamki dają mi pewność, że zimą, nawet jeśli zastosuje wyłącznie membranę, klient nie wejdzie na poddasze i nie zauważy nawiewów śniegu. Nie będę wysłuchiwał, że dach źle położony, że polecona dachówka do niczego nie podobna. Podobnie jest z dobrą powłoką. Daje ona pewność czystości i długotrwałej estetyki dachu. Zarówno Cisar, jak i glazura Topline dają mi pewność, że nawet chodząc po dachówce w trakcie budowy dachu, albo jak inwestorowi omsknie się noga i zamiast na ławie kominiarskiej stanie na dachówce, to nic się nie stanie. Nie pozostanie ślad, a najbliższy deszcz zmyje wszelkie nieczystości. Dzięki temu klient za dobrą robotę poleci mnie, a za te najważniejsze dla mnie cechy dachówki, produkt Braasa.

Jakie domy buduje się w okolicach Łodzi, czyli Pana regionie działania? Czy inwestorzy są tradycjonalistami, czy chętnie korzystają z nowości produktowych?

Ogólnie możemy zauważyć dwa trendy w pokryciach dachowych. Pierwszy z nich to budowa domów jednokondygnacyjnych z poddaszem nieużytkowym. Z reguły są to domy o charakterze klasycznym z dachówką holenderką płaską lub betonową tradycyjną. Drugim nurtem, jaki możemy obserwować, są domy piętrowe z dachami dwuspadowymi o poddaszu użytkowym. Na takich budynkach dominujące jest pokrycie dachowe płaskie. W przypadku dachówek sprawdza się Teviva, gdyż według opinii większości inwestorów, jej powierzchnia jest gładka o umiarkowanym stopniu połysku. Na te dwie cechy dachówki klienci liczą najbardziej. Wspomniany połysk nie jest zbyt agresywny dla osób oczekujących, że ich dach będzie miał charakter matowy, zaś dla Inwestorów poszukujących gładkości glazury – Cisar w pełni spełnia ich oczekiwania. Miłośnicy efektownych dachów zawsze oczekują dachówek w szarym krysztale glazurowanym.

Co uważa Pan za najtrudniejsze w prowadzeniu firmy dekarskiej?

Jak każdy przedsiębiorca powiem, że najtrudniejsze są „papierki”. Jednak w naszej branży problemy piętrzą się od momentu, kiedy zadzwoni inwestor z informacją, że chce, byśmy to właśnie my wykonywali mu dach, aż po dzień wypłaty ostatniej złotówki z wynagrodzenia. Dla mnie najtrudniejsza w prowadzeniu firmy jest dyskusja z kierownikiem budowy. Czasem temat opiera się o konstruktora, co należałoby zmienić w projekcie, by dach służył klientowi długie lata. Męczymy się z kominem w koszu, oknem dachowym pod lukarną albo wolim okiem o złych proporcjach. Nie ma projektu bez wady. Osobiście zajmuję się również konstrukcjami dachowymi, więc każdy projekt to konkurs „znajdź 10 błędów”. Najtrudniejsze jest udowadnianie, że jednak papier wszystkiego przyjmować nie powinien.

Czym jest dla Pana zawód dekarza?

Dekarstwo, jeszcze jak połączymy je z ciesielką dachową, to bardzo interesujący, a także – moim zdaniem – prestiżowy i wymagający zawód. Trzeba mieć ogromną wyobraźnię przestrzenną, widzieć, jak powinny się układać rzędy dachówki na dachu. Trzeba mieć wiedzę odnośnie praw fizyki, by wiedzieć, jak go odpowiednio zabezpieczyć obróbkami przed przenikaniem wody. To nie jest wbrew pozorom praca odtwórcza, gdyż każdy dach jest inny. Do każdego dachu należy od nowa opracować obróbki kominów, przeanalizować projekt, czy wszystko, co jest w nim wyrysowane, da się wykonać, a jeśli nie, to na nas spoczywa odpowiedzialność za wskazanie błędu i jednocześnie rozwiązania problemu. Dekarz to nie „brudas” układający na oślep dachówki w rządku – to specjalista od złożenia ogromnej ilości malutkich elementów wpływających na szczelny, funkcjonalny i estetyczny dach w jedną spójną całość, która będzie pełnić swoje funkcje przez dziesiątki lat. Bez dekarza, nawet z najlepszym materiałem, każdemu z nas leciałoby na głowę. Dekarz to konstruktor, architekt, doradca techniczny, psycholog i esteta w jednym, a o pieniądzach dżentelmeni nie rozmawiają.